Dramatyczny bunt w rodzinie Mitta Romneya

Amerykańskie media od ponad tygodnia zastanawiały się nad zmianą stylu Mitta Romneya, która zapewniła mu sukces w pierwszej debacie prezydenckiej. Jak ustalono, źródło sukces Republikanina tkwi w dramatycznym buncie części członków jego rodziny.

Ann Romney przez miesiące nie zabierała głosu w sprawie doradców jej męża, zajmujących się marketingiem politycznym. Gdy jednak ich zabiegi nie przyniosły oczekiwanych zmian w sondażach wyborczych Ann postanowiła dać wyraz swój frustracji i wziąć sprawy w swoje ręce. Doszło do tego na kilka dni przed pierwszą debatą prezydencką w Kolorado.

To rodzina przyczyniła sie do zmiany medialnego wizerunku Romneya, który zaprezentował sie jako „ludzki” kandydat przeciętnemu wyborcy. W wyniku interwencji syna Romneya, Tagga, wpływy w sztabie wyborczym utracił najważniejszy ze strategów Stuart Stevens. Zarzucono mu, że zamiast „pozwolić Mittowi być Mittem” i pozyskiwać kolejnych wyborców, koncentruje się on na krytykowaniu polityki Baracka Obamy, co nie przekłada się na wzrost w sondażach. Media piszą nawet, że był to „dramatyczny bunt rodziny Romneya, który wstrząsnął jego kampanią wyborczą”.

Ann i Tagg Romneyowie przejęli konotrolę nad kampanią wyborczą pod koniec września, gdy sondaże były skrajnie niekorzystne, a Obama wygrywał w każdym ze swing states. Debata prezydencka z 3 października, w której Romney zmiażdżył Obamę była już dowodem na to, że za kulisami kampanii wyborczej Republikanina doszło do wielkich zmian. Stevens, który chciał, by Romney w trakcie kampanii koncentrował się wyłącznie na kwestiach ekonomicznych, poniósł sromotną klęskę. Klęska Stevensa oznaczała jednak początek bezprecedensowych triumfów Romneya.

Kontrowersyjne zachowanie Bidena.”To hańba”

Czwartkowa debata pomiędzy wiceprezydentem Joe Bidenem a kandydatem na to stanowisko Paulem Ryanem stała się medialnym wydarzeniem. Choć jak na razie trudno ocenić, kto ją wygrał, eksperci zwracają uwagę na inną kwestię – nienajlepsze zachowanie wiceprezydenta Bidena podczas wyborczego pojedynku.

Ironiczny uśmiech i sarkastyczne wtręty obecnego wiceprezydenta zirytowały wielu komentatorów, którzy twierdzą, że nie widzieli jeszcze czegoś takiego w całej historii amerykańskich debat telewizyjnych.

Brit Hume z telewizji Fox News skrytykował Bidena za przeszkadzanie Ryanaowi w odpowiadaniu na pytania prowadzącej debatę Marthy Raddatz. – Biden w czasie debaty cały czas się uśmiechał, śmiał się i przeszkadzał Ryanowi, by odciągnąć od niego uwagę widzów.  Myślę, że było to bardzo nieprzyjemne, niegrzeczne, a widzowie ocenią to zachowanie nawet jako ohydne – stwierdził dziennikarz. – To wyglądało zupełnie tak jakby zbzikowany starszy pan przeszkadzał uprzejmemu młodemu człowiekowi – dodał.

Chris Wallace z Fox News był jeszcze bardziej bezpośredni. Jak oświadczył, zachowanie Bidena było „hańbiące i całkowicie pozbawione szacunku”. – Oglądam debaty od lat 60., ale czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałem. Nie widziałem nikogo, kto by się tak zachowywał. Tu nie chodzi tylko o gesty Bidena, ale także o jego słowa – stwierdził.
Z kolei David Gregory z NBC News ocenił, że o ile merytorycznie Bioden wypadł dobrze, to widzowie oglądajacy debatę mogą poczuć się zniesmaczeni jego zachowaniem.

- Uśmiech i śmiech Bidena mogą zostać uznane przez ludzi za bezceremonialne, zbyt agresywne i protekcjonalne. Zwolennicy wiceprezydenta pewnie będą tłumaczyć, że to był jego sposób na odświeżenie formuły debaty. Biden był zadziorny, agresywny, chciał za wszelką cenę umniejszyć Ryana jako politycznego przeciwnika. Takie zachowanie nie byłoby na pewno w stylu prezydenta Baracka Obamy- podkreślił  Gregory.

Czwartkowa debata w Danville w stanie Kentucky dotyczyła spraw wewnętrznych i polityki zagranicznej. Eksperci cały czas spierają się , czy wygrał ją Biden czy Ryan, ponieważ merytorycznie byli przygotowani bardzo dobrze. Cień na debatę rzuciło jednak zachowanie wiceprezydenta, które stało się tematem nr 1 w amerykańskich mediach.

Zaskakująca debata wiceprezydencka. Populizm i uśmiechy

Wczorajsza debata w Danville w stanie Kentucky, pomiędzy wiceprezydentem Joe Bidenem a kandydatem na to stanowisko Paulem Ryanem stała się wielkim medialnym wydarzeniem.  To pierwsza debata wiceprezydentów, która przykuła uwagę całej Ameryki – z uwagi na zaskakującą porażkę Baracka Obamy w pierwszej debacie prezydenckiej. Stawka była wysoka, bo tak naprawdę nie chodziło o Bidena i Ryana, ale o szanse w wyborcze Baracka Obamy i Mitta Romneya w listopadzie.

Debata zaczęła się dość konkretnie, ale szybko zaczęły lawinowo pojawiać się różne wtręty – Biden i Ryan przerywali sobie nawzajem, nie pozwalajac dokończyć odpowiedzi, spierali się poza przyznanym im czasem. Obaj zarzucali także sobie wprowadzenie opinii publicznej w błąd i celowe mijanie się z prawdą.

Biden miał trudniejsze zadanie, ponieważ musiał bronić polityki Baracka Obamy, która nie wyrwała Stanów Zjednoczonych z objęć kryzysu, a także doprowadziła do ograniczenia roli USA w polityce światowej. Ryan wytykał Demokratom uległość wobec Iranu i brak pomysłów na przywrócenie znaczenia USA w stosunkach międzynarodowych.

Wielu komentatorów spodziewało się, że doświadczony Biden, który karierę kongresmena rozpoczął już w 1973 roku dosłownie rozjedzie młodego Ryana, zasiadającego w Kongresie „zaledwie” od 14 lat. Do tego jednak nie doszło. 42-letni Republikanin kontratakował w sposób merytoryczny głównie w kwestiach ekonomicznych. Biden, jako sprawdzony mówca, próbował sprawnie grać na emocjach wyborczych. Co chwila wytykał Republikanom, że chcą oni pozbawić Amerykanów „owoców reform” Baracka Obamy. Ryan ze swojej strony przypominał, że tych „owoców” nie było zbyt wiele, a za ich skutki Amerykanie zapłacą podwyższeniem podatków.

- Oni chcą zabrać wasze pieniądze, które uzyskaliście w drodze reformy służby zdrowia prezydenta Obamy! – nie wytrzymał w pewnym momencie Biden. Ryan odpowiedział rzeczowo, że nie chodzi o pozbawienie Amerykanów świadczeń zdrowotnych, ale o likwidację tzw. Obamacare, które, w jego opinii, doprowadzi do wzrostu danin publicznych ze strony klasy średniej i wzrostu bezrobocia.

Na sondaże, które wskażą zwycięzcę debaty, przyjdzie jeszcze trochę poczekać. Jak na razie połowa wyników wskazuje jako triumfatora Bidena, a połowa- Ryana. Zkolei, w opinii większości komentatorów, zwyciężył Demokrata – ale nieznacznie. To, co nie uszło uwadze komentatorów to styl prowadzenia debaty. Zwrócili oni uwagę na wyniosłość Bidena i protekcjonalne traktowanie Ryana. Obecny wiceprezydent, który dorobił się już łatki „bohatera ludu”, cały czas ironicznie się uśmiechał i patrzył z politowaniem na Republikanina. Pozwolił  sobie także na spora dawkę populizmu, chcąc odwrócić uwagę od porażek ekipy Obamy, zwłaszcza w zakresie polityki ekonomicznej. Miało to na celu wytrącenie Ryana z równowagi, który jednak nie dał sie sprowokować, ale parę razy pogubił się w swoich wywodach.

Biden, który chciał zaprezentować się jako bohater przeciętnych Amerykanów pokazał się jako pełen pychy salonowiec. Ryan, który jest świetnym specjalistą od spraw budżetowych, jest przy nim „tylko” technokratą, choć nie brak mu charyzmy. Republikanin znalazł się co prawda kilka razy w defensywie, ale nie ze względu na siłę argumentów Bidena, co raczej ze względu na jego zdolności oratorskie.

Po tej debacie sztab wyborczy Baracka Obamy miał odrobić straty w sondażach i spokojnie odetchnąć. Starcie było jednak bardzo wyrównane, co powoduje, że Demokraci powinni pozostać co najwyżej bardzo ostrożnymi optymistami przed kolejnym starciem Obamy i Romneya, do którego dojdzie 16 października.

Koniec legendarnego programu?

Niespodziewanym bohaterem kampanii wyborczej w USA stała się „Ulica Sezamkowa” i jeden z jej głównych bohaterów, Wielki Ptak . Legendarny program stał się jednym z wątków kampanii wyborczej za sprawą Mitta Romneya. Podczas pierwszej debaty prezydenckiej powiedział on, że gdyby został prezydentem to obciąłby subsydia dla telewizji PBS, która realizuje „Ulicę Sezamkową”. Producenci programu od razu ocenili, że oznaczałoby to koniec kultowego programu dla dzieci.

Zapowiedź Republikanina wzbudziła sporo kontrowersji, tym bardziej, że pierwsza debatę prowadził Jim Lehrer, który w PBS prowadzi program „NewsHour”. Do mediów trafiło następnie kilka materiałów filmowych, których bohaterem był Wielki Ptak, niedwuznacznie krytykujący  słowa Romneya.

Założona w 1970 roku Public Broadcasting Service to sieć 354 stacji telewizji publicznej. PBS, która ma siedzibę w Wirginii, to organizacja non-profit, nadająca programy informacyjne i programy dla dzieci. Ludzie mediów wskazywali, że PBS jest ta instytucją publiczną, która cieszy się największym zaufaniem Amerykanów.

Również sztab wyborczy Obamy postanowił wykorzystać słowa Romneya w celu przypuszczenia wyborczego ataku. Wielki Ptak szybko stał się bohaterem reklamówki wyborczej, wymierzonej w Republikanina. Nie trwało to jednak długo, ponieważ producenci „Ulicy Sezamkowej” zażądali wycofania tej reklamy, argumentując, że nie angażują się w żadne spory podtekście politycznym.

Wpadkę Obamy uwypukliły także słowa Romneya, który powiedział, że Amerykanie potrzebują prezydenta, który „będzie mówił o walce z bezrobociem, a nie o Wielkim Ptaku”. Niezależnie od tego można spodziewać się, że Republikanin, na wszelki wypadek, wycofa się ze swoich słów dotyczących obcięcia federalnych dotacji dla telewizji PBS, bo mogą zaszkodzić one jego prowadzeniu w wyborczych sondażach.

Kłótnia podczas wywiadu. „Panu już dziękujemy”

Podczas wywiadu z udziałem Paula Ryana, kandydata Partii Republikańskiej na urząd wiceprezydenta USA, doszło do scysji z przeprowadzającym wywiad dziennikarzem. Republikanin niespodziewanie przerwał wywiad z reporterem telewizji WJRT, gdy ten zadał mu pytania dotyczące przestępstw z użyciem broni i cięć podatkowych.

- Czy w naszym kraju mamy problem z bronią? – zapytał Terry Camp z WJRT. – Nasz kraj ma problem z przestępczością – odpowiedział krótko Ryan. Dziennikarz nie przestał jednak naciskać na Republikanina w związku z czym odpowiedział on: „Jeśli przyjrzymy się prawu dotyczącemu broni, to nie sądzę, by Barack Obama zaproponował coś nowego w tej materii. Obecne przepisy są wystarczające”. Camp nie dawał jednak za wygraną. Ryan przyznał w końcu, że prawo nie zawsze działa właściwie, ale nie należy go zmieniać, tylko uruchomić „działania obywatelskie”.

- A można to osiągnąć poprzez obniżanie podatków? -  zapytał zaraz dziennikarz. – To pańskie słowa, nie moje – rzucił Ryan, po czym wywiad został przerwany przez jego rzecznika prasowego, który zwrócił się do Campa słowami: „Panu już dziękujemy”.

Gdy Ryan odpinał mikrofon, umieszczony w klapie marynarki, dopowiedział jeszcze:  „To trochę dziwne. Próbuje pan wkładać  w usta ludzi słowa, których nigdy nie wypowiedzieli”. – „Cóż, nie wiem, czy to dziwne”- odpowiedział dziennikarz. – Mnie się wydaje, że próbuje pan odpowiedzi zmieniać w pytania – ocenił Ryan, po czym nagrywanie wywiadu zostało przerwane.

Brendan Buck, rzecznik Republikanina, powiedział, że ostatnie pytania były dziwne, a dziennikarz postawił sam siebie w niewygodnej sytuacji. – Camp wiedział, że przekroczył ustalony czas na wywiad, ale i tak na koniec zadał jeszcze dziwne pytanie – dodał.

Na zamieszanie przed kamerą odpowiedział natychmiast obóz Baracka Obamy; jego przedstawiciele napisali w specjalnym oświadczeniu: „Kongresmen Ryan pokazał swój charakterek i skłonność do nieuczciwości”. Ostry finał wywiadu szybko stał się hitem w amerykańskich mediach. Eksperci wskazują, że wywiad może stać się jednak kłopotem dla Ryana podczas czwartkowej debaty z wiceprezydentem Joe Bidenem, który może wykorzystać tę sprawę jako dobry powód do ataku.

Wirtualna ofensywa Obamy. Bije rekordy

Walka między Barackiem Obamą a Mittem Romneyem nabiera rozpędu. Do rzeczywistych konfrontacji, których punktem kulminacyjnym są debaty, a 6 listopada będą wybory, dochodzi jeszcze jedna forma batalii. Odbywa się w świecie wirtualnym. Trwa wzmożona walka na słowa, pomysły i internetowe memy poddające w wątpliwość wiarygodność przeciwnika. Internauci są tym zmęczeni i mówią wprost – „dość!”.

Prezydent zdaje sobie sprawę, że nie najlepiej wypadł podczas pierwszej debaty o sprawach wewnętrznych. Tam został przez Romneya skutecznie wypunktowany, co znalazło odzwierciedlenie w najnowszych sondażach najbardziej liczących się ośrodków badań opinii publicznej – Gallupa i Rasmussen. Przewaga Obamy bowiem znacznie stopniała, a zgodnie z danymi części sondaży – 6 listopada nieznacznie zwycięży Romney.

Dzięki szeroko zakrojonej kampanii reklamowej w mediach społecznościowych, obecny prezydent notuje nagły wzrost kliknięć „lubię to” na Facebooku. Wszystko za sprawą ludzi z jego sztabu wyborczego, który wykupił reklamę. Ta pojawia się na kanałach informacyjnych części użytkowników, niezależnie od tego, czy oni tego chcą, czy nie. Dzięki temu, w ostatnim czasie Obama dziennie zyskuje milion nowych fanów. To olbrzymi skok w porównaniu ze średnią 30 tys. „lubię to” jeszcze kilkanaście dni temu.

Oponenci prześcigają się w coraz to nowszych pomysłach wykorzystania zasobów Internetu. To wirtualna walka o serca i umysły użytkowników Facebooka, chociażby za pomocą najnowszego nabytku serwisu – aplikacji Instagram – ale nie tylko.  W grę wchodzą także takie „wynalazki” jak Pinterest (tam umieszczają zdjęcia i filmy), czy Spotify (tu poprzez muzykę chcą dotrzeć do wyborcy). Do tego dochodzą gry komputerowe  jak chociażby bestseller Madden NFL 13. W niej prezydent reklamuje swoją wyborczą stronę voteforchange.com.

Podobną strategię Obama przyjął już w 2008 roku, by zyskać młody elektorat, który w wielu przypadkach głosował po raz pierwszy. Dziś jednak wydaje się, że w ostatecznym rozrachunku tego typu działania nie będą miały takiej siły rażenia jak cztery lata temu. „Dlaczego Obama jest na moim kanale informacyjnym na Facebooku?” – pyta dziewczyna z Illinois. „Mam już dość reklam Obamy na swoim profilu” – wtóruje jej koleżanka. „Zakończ, proszę, promocję siebie na Facebooku i Twitterze. Nigdy Cię ani nie „lubiłem”, ani nie „obserwowałem” – czytamy na oficjalnym Twitterze Baracka Obamy. Eksperci podkreślają, że o ile nowoczesne formy reklamy, także w Internecie przy wsparciu mediów społecznościowych, są nie tylko dopuszczalne, ale i konieczne, o tyle łatwo jest przekroczyć granice. Te w 2004 roku przekroczył we Włoszech Silvio Berlusconi. Jego sztab wysyłał bowiem informacje tekstowe na telefony komórkowe. Efekt był odmienny od oczekiwanego. Jeśli Obama chce powtórzyć sukces z 2008 roku, powinien wyciągnąć wnioski z tej lekcji.

Najlepszy wynik w historii dla Romneya

Mitt Romney po raz pierwszy w toku obecnej kampanii wyborczej wysunął się w sondażach na prowadzenie przed Barackiem Obamą. Warto zauważyć, Republikanin przekonał także do siebie kobiety, które wcześniej były skłonne oddać w większości głosy na urzędującego prezydenta.

Rosnące poparcie dla Romneya to wynik pierwszej debaty prezydenckiej, którą dość niespodziewanie wygrał. Z sondażu Gallupa wynika, że 72 proc. respondentów oceniło, że zwycięstwo odniósł właśnie Republikanin; jedynie 20 procent wskazało na Obamę jako triumfatora tego pojedynku. To najlepszy wynik w historii debat prezydenckich w USA.

Eksperci podkreślają, że Republikanin zyskał duże poparcie wśród kobiet, które do tej pory skłaniały się głosować na urzędującego prezydenta USA. Jeszcze we wrześniu Obama miał 18 proc. przewagi w tej grupie wyborców. Teraz obaj kandydaci mogą liczyć na poparcie 47 procent kobiet. Ten remis może być zapowiedzią kolejnych kłopotów Obamy, tym bardziej, że liczba osób zadowolonych ze sprawowania przez niego urzędu spadła do 49 proc.

Źródłami sukcesu Romneya była mocna debata, złagodzenie image’u, zaprezentowanie się w „ludzki” sposób przeciętnemu wyborcy i rozwianie największych wątpliwości dotyczących jego programu wyborczego, takich jak np. wysokość emerytur czy dostęp do istniejących świadczeń socjalnych.

- Kampania jest taka, jak na początku – zacięta w kluczowych stanach z tendencją wyborców do głosowania na prezydenta – oświadczyli tymczasem dość zaskakująco przedstawiciele sztabu wyborczego Obamy. Jak zapowiadają, prezydent odzyska prowadzenie po drugiej debacie prezydenckiej, do której dojdzie 16 października. Przekonamy się już wkrótce, czy te zapowiedzi się spełnią.

Nieoczekiwany powrót „człowieka Romneya”

Kid Rock, znany amerykański muzyk, podczas przemówienia na Uniwersytecie Oakland wyjaśnił dlaczego, jego zdaniem, Mitt Romney jest najlepszym kandydatem na prezydenta USA. Jego publiczne pojawienie się w trakcie spotkania wyborczego to spore zaskoczenie, jako że wcześniej obiecał, że rezygnuje z komentowania polityki. Kid Rock ogłosił tę decyzję na początku września, po koncercie w Tampa. Teraz wygląda jednak na to, że wycofał się ze swojej obietnicy.

 

Kid Rock przybył do Oakland, by wziąć udział w spotkaniu wyborczym Paula Ryana, kandydata Republikanów na urząd wiceprezydenta USA. – Chcę jeszcze raz podkreślić, że jestem bardzo dumny z faktu, że wybraliśmy na urząd prezydenta pierwszego czarnoskórego Amerykanina. Przykro mi jednak, bo Obama nie wykonuje swojej roboty dobrze. Chciałbym, by poszło mu lepiej, ale fakty są takie, jakie są. Widzieliśmy to podczas pierwszej debaty prezydenckiej. Podobało mi się to tak bardzo, że mógłbym zorganizować imprezę z okazji czwartkowej debaty Paula Ryana i Joe Bidena – powiedział Kid Rock na Sali uniwersytetu, w której zgromadził się tłum 6 tysięcy osób.

 

- Nie jest tajemnicą, że jestem częścią show biznesu, mającego lewicowe sympatie, ale uważnie słucham wszystkich argumentów dotyczących wizji przyszłości naszego kraju. Wierzę, że prawo do niezgadzania się jest w porządku, bo nie da się wyznaczyć jakiegokolwiek kierunku politycznego dla Ameryki nawet bez nienawidzenia się nawzajem – dodał.

 

Kid Rock wypowiedział się następnie bardzo pozytywnie na temat obecnego na sali Paula Ryana. – To zapalony myśliwy i oddany fan rock and rolla, którego wizję polityki podziela nie tylko Mitt Romney, ale także ja. Wiemy, co jest najlepsze do naszego kraju – oświadczył.

Ryan zrewanżował się muzykowi, mówiąc, że docenia osoby, które mają odwagę mówić to, co myślą i bronią swoich poglądów. – Jesteś odważnym obywatelem – powiedział zwracając się do Kidrocka. Dziękuję za to, co zrobiłeś dla Detroit i dla całego kraju. Świetnie, że jesteś z nami – podkreślił.

 

Kid Rock, czyli urodzony w Michigan Robert Ritchie, jest jednym z najbardziej popularnych artystów w Stanach Zjednoczonych. Do dziś nagrał osiem albumów, które na całym świecie rozeszły się w nakładzie 25 milionów egzemplarzy. W swojej twórczości łączy on wpływy hip-hopu, hardrocka i muzyki country. Podczas występów towarzyszy mu zespół Twisted Brown Trucker.

USA stracą sojusznika z powodu kilku słów?

Mitt Romney przedstawił wczoraj swój plan dotyczący polityki zagranicznej, który zamierza zrealizować jeśli zostanie prezydentem USA. Pomimo ogólnych deklaracji, brak w nim jakichkolwiek szczegółów dotyczących sposobów osiągnięcia przedstawionych w nim celów. W cieniu planu pozostała jednak kontrowersyjna wypowiedź Republikanina na temat Hiszpanii, wygłoszona dzień wcześniej. Słowa Romneya, zdaniem jego przeciwników, to kontynuacja serii jego wpadek, jakie popełnił podczas wizyty złożonej w lipcu w Wielkiej Brytanii, Izraelu i Polsce.
Romney, krytykując politykę gospodarczą Baracka Obamy, podał przykład Hiszpanii, zmagającej się z potwornym kryzysem finansowym i wynoszącymi aż 25 proc. bezrobociem. – Nie chcę, by USA podążały śladem Hiszpanii, chcę, by Amerykanie mogli pracować – powiedział podczas jednego z przemówień. Jego krytycy wskazali natychmiast, że ta nieostrożna wypowiedź może doprowadzić do odwrócenia się Hiszpanii od Stanów Zjednoczonych. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że obydwa kraje łączą ścisłe stosunki wojskowe w ramach NATO , a Madryt wysłał do Afganistanu 1500 żołnierzy.

- To ignorowanie rzeczywistości – odpowiedział wicepremier Soraya Saenz de Santamaria. – To bardzo smutne, że nasz kraj przedstawiany jest jako przykład porażki, choć prawda wygląda trochę inaczej –skomentował z kolei wiceszef MSZ Jose Manuel Garcia.
Obama z pewnością skorzysta z okazji, by słowa Romneya uznać za wpadkę i wytknąć mu amatorszczyznę w zakresie polityki zagranicznej, tym bardziej, że Republikanin wypowiada się bardzo ostro na temat takich krajów jak Rosja czyi Iran, a także krytykuje proces pokojowy na Bliskim Wschodzie. Republikanin nie zwrócił także uwagi na to, że Hiszpania jest cennym sojusznikiem na polu wojskowym –ostatnio hiszpańska Marynarka Wojenna i siły lotnicze wzięły udział w akcji przeciwko Muammarowi Kaddafiemu w Libii.
Kilka słów wypowiedzianych przez Romneya na temat hiszpańskiej gospodarki doprowadziło już do spięcia na linii Waszyngton-Madryt. Barack Obama z pewnością użyje tej broni podczas ostatniej debaty prezydenckiej na temat polityki zagranicznej. Niewykluczone jednak, że Republikanin wycofa się ze swoich słów. Tak było przecież chociażby w przypadku kontrowersyjnych słów o „47 procentach Amerykanów uznających siebie za ofiary i uzależnionych od pomocy władz federalnych”. Wszystko zależy oczywiście od sondaży, a te dla Romneya nigdy jeszcze nie były tak dobre, jak obecnie.

Niepokojące słowa. To koniec słynnej telewizji?

Amerykanie cały czas żyją pierwszą debatą prezydencką, w której Mitt Romney dość niespodziewanie pokonał Baracka Obamę. Dziennikarze postanowili jednak ostatnio wyciągnąć na wierzch wypowiedź Republikanina na temat mediów, która nieco ich zaniepokoiła…

Wszystko zaczęło się od tyrady Romneya przeciwko polityce gospodarczej Baracka Obamy. Republikanin skrytykował w ostrych słowach rosnące zadłużenie Stanów Zjednoczonych i obiecał, że jako prezydent, wprowadzi poważne zmiany tym zakresie, obcinając wydatki rządu federalnego.

 

Romney, jako przykład, wymienił nadającą od 1970 roku telewizję PBS, czyli Public Broadcasting Service- sieć 354 stacji telewizji publicznej. PBS, która ma siedzibę w Wirginii, to organizacja non-profit, która nadaje programy informacyjne i programy dla dzieci, takie jak np. słynna „Ulica Sezamkowa”.

 

– Przestanę subsydiować telewizję PBS. Lubię PBS. Lubię Wielkiego Ptaka z „Ulicy Sezamkowej”. Ale nie będę wydawał pieniędzy, tylko po to, by pożyczać ich jeszcze więcej od Chin! – oświadczył dość niespodziewanie Romney.  Warto podkreślić, że moderatorem pierwszej debaty był Jim Lehrer, który prowadzi program „NewsHour” właśnie w PBS. Nie był on mniej zaskoczony wypowiedzią Romneya, aniżeli oglądająca debatę publiczność.

 

„Ulica Sezamkowa” to kultowy program telewizyjny, dystrybuowany od 43 lat przez PBS. Jeśli stacja telewizyjna miałaby kłopoty finansowe, oznaczałoby to automatyczny koniec także dla „Ulicy Sezamkowej”. – To dla mnie wprost niewyobrażalne. Jesteśmy największą szkołą w Ameryce, która daje lekcje dzieciom w każdym zakątku naszego kraju – skomentowała słowa Romneya dyrektorka PBS Paula Kerger. – Jestem ogromnie rozczarowana, zważywszy na wartości, jakie przekazujemy w naszych programach telewizyjnych – dodała.

Krytycy Republikanina podkreślają, że nie zauważył on chyba, że telewizja PBS była nominowana aż 58 razy do prestiżowej nagrody Emmy i cieszy się największym zaufaniem spośród instytucji publicznych. Zwolennikom Romneya pozostaje tylko mieć nadzieję, że burza w mediach, którą wywołał swoją nierozważną wypowiedzią, ucichnie w miarę szybko.

  • Przemysław Henzel

    Image and video hosting by TinyPic
    Dziennikarz Onetu, amerykanista. Fan piłki nożnej, hip-hopu i Bon Jovi. Jak film to z udziałem Charlize Theron.
  • Kalendarz

    Sierpień 2017
    P W Ś C P S N
    « cze    
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    28293031