Kulisy skandalu podczas debaty Obama-Romney

Oto nowe szczegóły skandalu, do jakiego doszło w trakcie drugiej debaty prezydenckiej z udziałem BarackaObamy i Mitta Romneya w Nowym Jorku.  Przypomnijmy: we wtorek wieczorem  Jill Stein, kandydatka Partii Zielonych na prezydenta USA i Cheri Honkala, kandydatka na wiceprezydenta, zostały aresztowane przez policję, podczas próby wtargnięcia na tocząca się już debatę.

 

Debata, z udziałem niezdecydowanych wyborców, toczyła się na Uniwersytecie Hofstra. Stein i Honkala wejść do budynku przez 20 minut, po czym, zrezygnowane, usiadły na ulicy przed budynkiem uczelni z amerykańską flagą na kolanach. Przechodzący obok policjant, po udzieleniu pouczenia, aresztował je za utrudnianie ruchu.

 

Ben Manski, szef sztabu wyborczego Zielonych, powiedział, że obie kobiety spędziły w areszcie kilka godzin. Jak dodał, Stein i Honkala nie chciały zakłócić w żaden sposób debaty prezydenckiej, tylko chciały porozmawiać z dziennikarzami na temat mankamentów prawa wyborczego w USA. Chodziłoo to, że Stein i Honkala nie trafiły na karty wyborcze w 10 amerykańskich stanach, jako że nie spełniały wszystkich wymogów prawa wyborczego w USA.

 

Stein, po opuszczeniu aresztu, zorganizowała konferencję prasową, w czasie której nazwała debatę z udziałem Obamy i Romneya kpiną z demokracji. – Przyszłyśmy tutaj, by w imieniu wszystkich wykluczonych z amerykańskiej polityki, wyśmiać szyderczo takie praktyki – oświadczyła.

 

Skandal skandalem, ale prawo wyborcze to nadal prawo wyborcze. Tak jak przepisy prawa dotyczące utrudniania ruchu.

Media po debacie. Przegląd amerykańskiej prasy

„The Washington Post”: Barack Obama był podczas wtorkowej debaty znacznie bardziej agresywny niż wcześniej. Czasem zaangażowanie prezydenta i Mitta Romneya przypominało bardziej pojedynek na donośność głosów aniżeli prezydencką debatę. Ta składa się z kilku zapamiętanych później momentów. W nich przewagę miał Obama.

„The New York Times”: Dobry pojedynek bokserski cechuje liczna wymiana ciosów. Obama z Romneyem wymieniali się nawzajem uderzeniami. Prezydent w niczym nie przypominał siebie sprzed dwóch tygodni. Nie czekał na swoją kolej, przerywał i poddawał argumenty przeciwnika w wątpliwość. Nie wygrał jednak tak znacząco jak Romney kilkanaście dni temu, który przypomniał, że to Obama odpowiada za śmierć ambasadora USA w libijskim Bengazi.

„USA Today”: Prezydent Obama nie zmienił biegu kampanii wyborczej. Musiał być agresywny, ale Mitt Romney dzielnie się bronił twierdząc, że najbliższe cztery lata nie muszą wyglądać tak samo jak te ostatnie. Walka o przyszłość klasy średniej to, jego zdaniem, najważniejsza kwestia do rozwiązania. Był bardzo dobrze przygotowany.

„The Los Angeles Times”: Prezydent Obama był zadziorny, elokwentny i pewny siebie. Sprzyjała mu podjęta przez Romneya tematyka – kwestia praw kobiet i imigracji. Były gubernator stanu Massachusetts nie popełnił jednak większych błędów, a to może mieć ogromne znaczenie w ostatecznym rozrachunku.

„The Wall Street Journal”: Druga debata była jak dobra książka: pełna napięcia i osobista. Obama był agresywny i przypomniał o tzw. taśmach „47 proc.” Romneya. Ten nie dawał za wygraną mówiąc „prezydent próbował, ale jego polityka nie działa!”

„A jego imię czterdzieści i cztery”

Polska sprawa powróciła w zaskakujący sposób po 4 latach przerwy. Zupełnie przypadkowo. Wszystko zaczęło się wczoraj wieczór. Związana z tym jest niepokojąca przepowiednia, w którą kiedyś uwierzyło wiele osób.

Chodzi o wczorajszą debatę prezydencką w USA, odbyła się na Uniwersytecie Hofstra w Nowym Jorku. Barack Obama dostał podczas niej więcej czasu, aniżeli Mitt Romney. Debata była bardzo zacięta, merytoryczna i pełna słownych pojedynków, jako że Obama i Romney często wchodzili sobie w słowo. Eksperci wyliczyli jednak, że to prezydent miał o 3 minuty więcej na wypowiedzi, aniżeli jego kontrkandydat. Co ciekawie, w sprawie jest pewien polski wątek, który powraca po czterech latach przerwy.

Według CNN, Obama miał do swojej dyspozycji łącznie 44 minuty i 4 sekundy, podczas gdy Romney – 40 minut i 50 sekund. Demokrata i Republikanin wymuszali co chwila na prowadzącej debatę Candy Crowley możliwość riposty na padające wcześniej słowa. Dziennikarka CNN, która zapowiadała, że będzie aktywnie moderować debatę, dała się w ostateczności zepchnąć do narożnika obu politykom, którzy atakowali siebie w bezlitosny sposób. Tę nierównowagę czasu na niekorzyść Romneya ostro skrytykowali jego zwolennicy w mediach społecznościowych, pisząc o wypaczaniu jakości debaty i stronniczości prowadzącej ją dziennikarki.

Co ciekawe, z liczbami tymi są związane słowa polskiego wieszcza Adama Mickiewicza, który w „Dziadach” napisał słynne „…a jego imię czterdzieści i cztery”; słowa te już dawno weszły do kanonu polskiej literatury. Słowa te w kontekście Obamy przywołano po raz pierwszy w 2008 roku, gdy wygrał on wybory prezydenckie. Trudno się dziwić takim skojarzeniom skoro Obama został wybrany na 44. prezydenta Stanów Zjednoczonych; jest on także 4. prezydentem USA ,który otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. Z liczbą „44” wiązano następnie oczywiście różne przepowiednie, które miały zwiastować ponoć upadek Stanów Zjednoczonych, do czego oczywiście nie doszło.

Tak czy inaczej, za sprawą wczorajszej debaty, historia zatoczyła koło, a liczbę 44 będą teraz co chwila przywoływać Amerykanie.

Skandal podczas debaty Obamy i Romneya

Jill Stein, kandydatka Partii Zielonych na prezydenta USA, została aresztowana przez policję w Nowym Jorku podczas próby wtargnięcia na debatę prezydencką pomiędzy Barackiem Obama a Mittem Romneyem. Funkcjonariusze aresztowali także Cheri Honaklę, kandydatkę tej partii na urząd wiceprezydenta.

Partia Zielonych w swoim oświadczeniu napisała tylko, że Stein i Honkala, wraz z sympatykami partii, weszły na teren kampusu nowojorskiego Uniwersytetu Hofstra, gdzie zostały zatrzymane przez umundurowanych funkcjonariuszy. To właśnie tam odbywała się druga debata prezydencka prowadzona przez Candy Crowley. Stein i Honkala po opuszczeniu aresztu zorganizowały konferencje prasowa. W jej trakcie kandydatka Zielonych na prezydent nazwała toczącą się debatę „kpiną z demokracji”.

Jak na razie brak większej ilości informacji n a temat tego zajścia. Podczas debaty Obama i Romney odpowiadali na pytania osób, które jeszcze nie zdecydowały, na kogo zagłosują.

Michelle Obama już zagłosowała!

Michelle Obama oddała już swój głos w wyborach prezydenckich, korzystając z możliwości przedterminowego głosowania drogą korespondencyjną.

Barack i Michelle ogłosili w poniedziałek, że będą oddawać głosy w wyborach w trybie przyspieszonym. Oświadczenie to współgra z taktyką sztabu wyborczego Demokraty, którego pracownicy zachęcają do jak najszybszego oddawania głosów.

Oddanie głosu Michelle Obama potwierdziła odpowiednim wpisem na Twitterze. „Nie mogłam doczekać się dnia wyborów!” – podkreśliła Pierwsza Dama. Kilka minut później pojawił się wpis Baracka Obamy, który oświadczył, że także zamierza skorzystać z głosowania przedterminowego; prezydent USA swój głos odda 25 października w jednym z lokali wyborczych w stanie Illinois – trzy dni po ostatniej debacie prezydenckiej. „Jeśli macie możliwość takie głosowania, dołączcie do mnie” – napisał Obama, przypominając swoim zwolennikom, że głosy można oddawać wcześniej w ponad 40 amerykańskich stanach.

To, na kogo głos oddała Michelle, nie jest raczej niespodzianką. Prezydentowa powiedziała podczas wiecu wyborczego w Ohio, że oddała głos na swojego męża. – Tak! Czuję się wspaniale. Właśnie teraz, karta z moim głosem wędruje do Illinois. Wybaczcie mi, jeśli jestem zbyt podekscytowana, ale to była dla mnie dzień wyborów! – powiedziała zgromadzonym na wiecu sympatykom.

Zła wróżba dla Romneya, „nagroda” dla Obamy

Barack Obama i Mitt Romney od dwóch tygodni idą w kampanii łeb w łeb – jeśli chodzi o wyniki sondaży ogólnokrajowych. Zupełnie inaczej sytuacja przedstawia się jednak jeśli chodzi o osoby, które oddały swoje głosy przedterminowo. Według najnowszych doniesień Obama zdobył 59 proc. głosów takich osób, podczas gdy Romney – 31proc.

Obama świetnie wypadł w stanie  Iowa, gdzie odnotował 22 procent przewagi nad Romneyem. Iowa jest jednym ze stanów, które mogą zdecydować o losach kampanii wyborczej w USA. Warto jednak zauważyć, że Obama odnotował tutaj gorszy wynik niż 4 lata temu, gdy jego przewaga nad Johnem McCainem wyniosła aż 29 proc. głosów.

- Te wyniki pokazują prawdziwe oblicze kampanii wyborczej – skomentował Jim Messina ze sztabu wyborczego Obamy. – W większości swing states mamy większą przewagę nad kandydatem Republikanów niż w 2008 roku – podkreślił. – Od samego początku pracujemy nad tym, by wyborcy oddawali swoje głosy tak wcześnie, jak to tylko możliwe. Ta inwestycja nam się opłaca – dodaje ze swojej strony rzecznik sztabu Adam Fletcher.

Warto jednak podkreślić, że bardzo mało osób korzysta z możliwości wcześniejszego oddawania głosów, a jeśli chodzi o sondaże to margines błędu w tym przypadku wynosi aż 10 proc. Możliwość wcześniejszego głosowania istnieje obecnie w 40 amerykańskich stanach – tam wybory prezydenckie właściwie już się rozpoczęły. Do takiej formy udziału w wyborach przekonują Amerykanów i Demokraci, i Republikanie. Dzięki temu pracownicy sztabów będą mogli skoncentrować większość swoich wysiłków na tych wyborcach, którzy jeszcze nie wiedzą , na kogo zagłosować.
Sukces Obamy we wcześniejszym głosowaniu w 2008 roku był ogromny; teraz sztab wyborczy obecnego prezydenta robi wszystko, by sukces ten powtórzyć. Ta zapowiedź ludzi Obamy to zła wróżba dla Mitta Romneya przed druga debata prezydencką, w której Obama zapewne pochwali się korzystnym dla niego wynikiem wyborczym. Ale to tylko „nagroda pocieszenia”, bo, póki co, sondaże ogólnokrajowe w większości dają nieznaczną przewagę Romneyowi. Dzisiejsza debata zdecyduje, czy ten korzystny dla Republikanina trend się utrzyma.

Pierwsza taka szansa od 20 lat. Komu ją zawdzięcza?

Słynie z ciętego języka. Sarah Palin usłyszała od niej prosto w oczy, że jest „folkowa i okrutna”. To pierwsza taka kobieta od 20 lat. Komu zawdzięcza ogromną szansę, na którą czeka wielu dziennikarzy na całym świecie?

Atutem Candy Crowley jest kilkudziesięcioletnie doświadczenie dziennikarskie i znajomość politycznych korytarzy i zakątków Białego Domu, który pamięta ją jeszcze z czasów prezydentury Ronalda Reagana. Wówczas pracowała dla Associated Press. Do CNN przeszła z NBC News w 1987 roku. Od lutego 2010 roku prowadzi program „State of the Union” zastępując Johna Kinga. Dziś jest szefem reporterów politycznych w CNN. Od czasów nominacji Jimmy’ego Cartera nie opuściła jako korespondent żadnej konwencji dwóch głównych partii. W roli reportera relacjonowała wydarzenia po uderzeniu Huraganu Katrina na Nowy Orlean w 2005 roku. Przekazywała opinii publicznej także najświeższe informacje z impeachmentu Billa Clintona (postawienie urzędnika państwowego w stan oskarżenia) i była głównym dziennikarzem CNN podczas Nocy Wyborczej w 2000 roku. Teraz jest pierwszą od 20 lat przedstawicielką płci pięknej, która poprowadzi prezydencką debatę. We wtorek zmierzą się Barack Obama i Mitt Romney.

O tym, że nie przebiera w słowach, przekonało się wielu polityków. W opinii Crowley, Sarah Palin „podpala korzenie traw republikańskiej ziemi” i jest „folkowa i okrutna”. W ostatnich tygodniach nie pozostawiła też suchej nitki na głównym strategu kampanii wyborczej Baracka Obamy. David Axelrod był w opałach tłumacząc się z wypowiedzi jednego z przedstawicieli sztabu prezydenta, który miał sugerować, że Mitt Romney jest przestępcą. Z kolei szef sztabu Białego Domu Jack Lew został zmuszony wyjaśnić, dlaczego Barack Obama tak mocno i chętnie krytykował George’a W. Busha za korzystanie z „executive privilege” (przywileju władzy wykonawczej), podczas gdy sam czyni to równie często. Dziennikarce Crowley podpadł także David Plouffe, odpowiedzialny za kampanię Obamy w 2008 roku. Zapytany, czy przypomnienie obietnic z 2008 roku nie jest znakiem, że prezydent nie spełnił oczekiwań, Plouffe zaczął otwarcie mówić o redukcji deficytu budżetowego jako realizacji jednego z wyborczych celów. Wtedy Crowley przerwała: „Mieliście na to cztery lata”.

- Jestem wdzięczna za to, że mogę przebywać w kraju, w którym wolność słowa, prasy i wyborów jest sposobem na życie. Jestem podekscytowana faktem, że będę miała sposobność moderacji prezydenckiej debaty – powiedziała Crowley po ogłoszeniu decyzji przez Komisję ds. Debat Prezydenckich (Commission on Presidential Debates). – Ci dziennikarze mają olbrzymie doświadczenie w swojej pracy. Rozumieją wartość czasu przeznaczonego dla poszczególnych kandydatów tak, by publika jak najwięcej na tym skorzystała – czytamy w oświadczeniu Franka Fahrenkopfa i Michaela D. McCurry’ego, gdy zdecydowano, że moderatorami debat będą: Jim Lehrer, Martha Raddatz, Candy Crowley i Bob Schieffer. Swoją opinią podzieliła się również Nancy Pelosi. – Jestem bardzo zadowolona, że Komisja ds. Debat Prezydenckich wybrała pierwszą od 20 lat kobietę, by moderowała debatę – czytamy na Twitterze Spiker Izby Reprezentantów w latach 2007-11.

Dowodem na to, że można mieć bezpośredni wpływ na historię były działania trzech uczennic jednego z liceów z Montclair w stanie New Jersey. To Emma Axelrod, Elena Tsemberis i Sammi Siegel są autorkami petycji na rzecz równego składu moderatorów debat – dwóch kobiet i dwóch mężczyzn. „Kobiety nie będą w naszym kraju traktowane na równi z mężczyznami tak długo, jak nie będą widoczne w polityce i nie otrzymają podobnych stanowisk” – czytamy w petycji trójki młodych dziewcząt. Akcja nabrała ogólnonarodowego rozpędu, gdy włączyła się do niej także dziennikarka Carole Simpson, ta sama, która była ostatnią w ciągu ostatnich 20 lat przedstawicielką płci pięknej, która prowadziła debatę. Miało to miejsce w 1992 roku. Wówczas naprzeciw siebie stanęli: urzędujący prezydent George H. Bush, Bill Clinton z Partii Demokratycznej i Ross Perot jako kandydat niezależny, który miał poparcie 19 proc. społeczeństwa.

„To wielka wygrana kobiet, zasady równej reprezentacji i kilkuset tys. ludzi, którzy nas popierają i żądają moderatora debaty płci żeńskiej” – napisała Siegel na change.org po decyzji komisji. „Obecność Candy Crowley to zwycięstwo wszystkich Amerykanów” – dodała Tsemberis.

16 października odbędzie się druga debata prezydencka. Przyjmie formę spotkania w mieście. Obywatele będą zadawać kandydatom pytania w zakresie spraw zagranicznych i krajowych. Każdy z kandydatów będzie miał dwie minuty na udzielenie odpowiedzi. Dodatkowe 60 sekund będzie do dyspozycji moderatora, aby ułatwić dyskusję. Uczestnikami spotkania na Uniwersytecie Hofstra w Hempstead w stanie Nowy Jork będą niezdecydowani wyborcy wybrani przez organizację Gallup. Obama i Romney będą musieli uważać nie tylko na kontrataki politycznego przeciwnika, ale także na Crowley, która z pewnością nie odpuści żadnego ich potknięcia.

Medialna sensacja? „Związki” dziennikarki i Obamy?

Debata pomiędzy Joe Bidenem a Paulem Ryanem, która zakończyła się niespodziewanym remisem, trafiła ponownie na czołówki mediów za sprawą prowadzącej ją dziennikarki.  Jak się bowiem okazało, Martha Raddatz, która moderowała wyborczy pojedynek pomiędzy Demokratą a Republikaninem, miała związki z Barackiem Obamą. Do tych sensacyjnych informacji jako pierwszy dotarł serwis „The Daily Caller”.

Obama ponad 20 lat temu pracował w magazynie prawnym „Harvard Law Review” z Juliusem Genachowskim. W 1991 roku Genachowski wziął ślub z Marthą Raddatz,  na którym jednym z gości był Obama; para jednak rozwiodła się sześć lat później. Gdy w 2008 roku Obama został prezydentem mianował Genachowskiego na stanowisko w Federalnej Komisji ds. Komunikacji.

Komisja ds. debat prezydenckich odrzuciła wnioski z raportu zaprezentowanego przez dziennikarzy „The Daily Caller”.- Do prowadzenia debaty wybraliśmy Marthę, ponieważ jest wspaniałą dziennikarką – mówił Peter Eyre z komisji. – Nie zastanawialiśmy się ani chwili nad tym, czy cokolwiek może wpływać na jej obiektywizm – przyznał.

„Martha Raddatz jest znana z twardego i uczciwego dziennikarskiego rzemiosła, dlatego dla jej koleżanek i kolegów z ABC News nie było żadną niespodzianką, że to ona została wybrana do prowadzenia debaty” – napisała w oświadczeniu rzecznik stacji ABC. „Barack Obama poznał Juliusa Genachowskiego, byłego męża pani Raddatz , podczas studiów na Uniwersytecie Harvarda. Ponad 20 lat temu pan Obama był gościem na ich ślubie z prawie całą redakcją pisma „Law Review”; wiele z tych osób zrobiło niesamowite kartiery w administracji prezydenta George’a W. Busha. Raddatz i Genachowski rozwiedli się w 1997 roku” – podkreślono.

Co ciekawe, głosu w sprawie dziennikarki nie zabrali ani przedstawiciele sztabu wyborczego Baracka Obamy, ani sztabu wyborczego Mitta Romneya. W sieci jednak rozpętała się burza. Demokraci wskazywali, że wiązanie Raddatz i Obamy za sprawą ślubu sprzed 20 lat to gruba przesada. Republikanie krytykowali jednak dopuszczenie Raddatz do prowadzenia debaty pomiędzy Ryanem i Bidenem, pisząc w sieci komentarze w rodzaju: „Wyobraźcie sobie jaki krzyk podnieśliby ludzie Obamy, gdyby debatę prowadził któryś z gości z wesela Romneya?!”.

Cóż, tylko kwestią czasu było kiedy walka wyborcza przeniesie się także na pole mediów.

Zaskakujace poparcie ze strony znanej aktorki

Lindsay Lohan oświadczyła, że popiera Mitta Romneya w wyborach prezydenckich w USA. Znana aktorka swoją deklarację przed tłumem dziennikarzy w BeverlyHills złożyła raczej niespodziewanie. Reporterzy przybyli bowiem na spotkanie z aktorką, by zapytaą ją o ostatnią bijatykę z matką, a nie o aktualne sympatie polityczne. Tak czy inaczej, Lohan, zapytana dlaczego zdecydowała się poprzeć akurat Romneya, odpowiedziała, że obecnie dla Amerykanów najważniejsza jest walka z bezrobociem. – A więc Mitt Romney. Przynajmniej na razie – dodała.

 

Złośliwe komentarze napaść w hotelu

Zaraz po oświadczeniu Lohan przez media przetoczyła się fala złośliwych komentarzy. Pytano, po co Lohan, która powinna zająć się raczej swoimi ciągłymi probleamami z prawem, zabiera głos w debacie politycznej, o której nie ma raczej zbyt dużego pojęcia. Niektórzy twierdzili nawet, że deklaracja Lohan może nawet przysporzyć kłopotów Romneyowi. Logika kampanii wyborczych w ostatnich latach zmieniła się jednak zdecydowanie, a zabieranie głosu przez celebrytów stało się już ich obowiązkowym elementem.

Oświadczenie Lohan jest tym bardziej zaskakujące, że dwa tygodnie temu stała się ona obiektem „napaści” ze strony byłego asystenta jednego z  polityków Partii Republikańskiej. Do zdarzenia doszło w jednym z hoteli w Nowym Jorku. Lohan twierdziła, że została zaatakowana w pokoju przez mężczyznę, z którym kłóciła się o telefon komórkowy. „Napastnikiem” okazał się 25-letni Christian LaBella, były doradca republikańskiego kongresmena. Po przeprowadzeniu wstępnego dochodzenia przez policję LaBella nie został jednak oskarżony, w związku z czym obie strony sporu wniosły pozwy wobec siebie. Później Lohan jednak sama przyznała, że to ona sprowokowała całe zajście.

 

Zaskakujące poparcie od celebrytów

Warto zauważyć, że Mitt Romney cieszy się zaskakująco dużym poparciem wśród celebrytów. Republikanina, który jest przedstawiany jako nietolerancyjny konserwatysta, a nawet religijny fundamentalista, poparli m.in. Clint Eastwood, Chuck Norris, Jerry Bruckheimer, Cindy Crawford, Nicki Minaj, Kid Rock, a nawet aktorka porno Jenna Jameson i matka Brada Pitta, Jane.

Oczywiście, dyskusyjne jest czy poparcie ze strony takich osób jest pożądane. Warto jednak podkreślić, że aktorzy czy muzycy, opowiadający w mediach o swoich politycznych sympatiach, mogą wpłynąć na wyborcze decyzje części swoich fanów.

Ciekawe, ilu fanów ma Lindsay Lohan?

Kłopoty kultowego programu. Cios w Romneya

Zamieszania wokół „Ulicy Sezamkowej” i stacji telewizyjnej PBS ciąg dalszy. Michael Bellavia, szef studia filmów animowanych z Los Angeles i Chris Mecham, student politologii z Idaho postanowili zadać cios Mittowi Romneyowi organizując… „Marsz Miliona Muppetów”.

Skąd się wziął ten kuriozalny pomysł? Wszystko zaczęło się od debaty prezydenckiej, która odbyła się 3 października w Denver. Romney powiedział wtedy, że gdyby został prezydentem to obciąłby subsydia dla telewizji PBS, która realizuje „Ulicę Sezamkową”. Producenci programu od razu ocenili, że oznaczałoby to koniec kultowego programu dla dzieci. Zapowiedź Republikanina wzbudziła sporo kontrowersji, tym bardziej, że pierwsza debatę prowadził Jim Lehrer, który w PBS prowadzi program „NewsHour”. Do mediów trafiło następnie kilka materiałów filmowych, których bohaterem był Wielki Ptak, niedwuznacznie krytykujący  słowa Romneya. Producenci kultowego programu zakazali jednak Obamie wykorzystywania postaci z „Ulicy Sezamkowej” w celach politycznych.

Zapowiadany „Marsz Miliona Muppetów” odbędzie się w Waszyngtonie 3 listopada – na 3 dni przed wyborami prezydenckimi. Celem demonstracji ma być ocalenie „Ulicy Sezamknowej” przed ewentualnym zdjęciem tego programu z anteny w przyszłości. Krytycy pomysłu wytykają jego autorom fakt, że Wielki Ptak nie jest Muppetem, ale ci nie zwracają na to uwagi. Jak podkreślają, najważniejsze jest zmobilizowanie ludzi do wyjścia na ulice amerykańskiej stolicy.

- Romney użył Muppetów jako przenośni, by powiedzieć, że zamierza pozbyć się mediów publicznych. Gdy jego przekaz dotarł do mnie uznałem, że muszę znaleźć ujście dla mojej frustracji – tłumaczy Mecham. Jak zapowiada, demonstracji będą towarzyszyć występy muzyczne, w których udział wezmą ponoć Muppety.

Telewizja PBS w 2012 roku otrzymała 445 milionów dolarów dotacji od władz federalnych. Z sondaży wynika, że PBS to ta instytucja publiczna, która cieszy się największym zaufaniem Amerykanów. Czy „marsz Miliona Muppetów” pozbawi Mitta Romneya szans na prezydenturę?  O tym przekonamy się już wkrótce.

  • Przemysław Henzel

    Image and video hosting by TinyPic
    Dziennikarz Onetu, amerykanista. Fan piłki nożnej, hip-hopu i Bon Jovi. Jak film to z udziałem Charlize Theron.
  • Kalendarz

    Czerwiec 2017
    P W Ś C P S N
    « cze    
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    2627282930