Obama chce wykorzystać biznesową przeszłość Romneya

„Priorities USA Action” – jedna z zorganizowanych grup aktywnie wspierających prezydenta Baracka Obamę zapowiada medialną ofensywę skierowaną przeciwko Mittowi Romneyowi. PUA chce, by ciemne karty z życia biznesowego kandydata Partii Republikańskiej ujrzały światło dzienne.

Śledztwo dziennikarzy „The Boston Globe”

Chodzi głównie o to, czy Mitt Romney mówił prawdę twierdząc, że nie odgrywał już żadnej roli w inwestycjach i działaniach operacyjnych spółki Bain Company, którą opuścił w lutym 1999 roku, by wspomóc organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City 2002. „The Washington Post” pisze wprost, że czasy, gdy Romney udzielał się w korporacji owiane są tajemnicą. Z kolei dziennikarze „Boston Globe” dotarli do informacji, z których wynika, że Romney mija się z prawdą. Miał bowiem widnieć na liście pracowników przedsiębiorstwa także po tym okresie. Dlaczego to takie istotne?

W latach 1999-2002 spółka miała bowiem dokonać kilka niejasnych i wzbudzających kontrowersje inwestycji. Wszystko to działo się w czasie, gdy Romney nadal piastował w firmie ważną funkcję a jednocześnie walczył o stanowisko gubernatora stanu Massachusetts. Wyniki śledztwa dziennikarzy „The Boston Globe” szybko podchwycił sztab wyborczy Baracka Obamy. Stephanie Cutter, menadżer kampanii prezydenta, poszła o krok dalej twierdząc, że Romney popełnił przestępstwo poświadczając nieprawdę przed amerykańską komisją papierów wartościowych i giełd.

Kto mieczem wojuje, od miecza ginie?

Mitt Romney sam wywołał burzę. Jego kariera w Bain Capital, której był właścicielem i prowadził firmę jako naczelny dyrektor, jest podstawą nie tylko konfrontacji z urzędującym prezydentem, ale także była istotą kampanii podczas walki o prezydencką nominację w obozie Republikanów. Twierdził bowiem, że okres 15 lat, gdy prowadził konsorcjum, jest dowodem na to, że jest przedsiębiorczy i potrafi odpowiednio zarządzać zespołem. Dodał, że Ameryka potrzebuje ożywienia stojącej w miejscu gospodarki i utworzenia nowych miejsc pracy, a on ze swoim doświadczeniem wie jak tego dokonać.

Biały Dom stara się podważyć argumenty Romneya przygotowując mniej pochlebny portret Republikanina, który chwali się utworzeniem ponad 100 tys. miejsc pracy. Sztab prezydenta chce udowodnić, że działalność jego przeciwnika wzbogaciła, ale amerykańskie elity kosztem klasy średniej.

Batalia na spoty. W grę wchodzą miliony dolarów

Obamę wspiera grupa „Priorities USA Action”, która sięga po najskuteczniejszy spot minionego lata i chce go przypomnieć opinii publicznej raz jeszcze. „Stage” odniósł bowiem sukces w tzw. „swing states”, w szczególności w Ohio – w stanie, w którym wciąż mieszkańcy leczą blizny spowodowane przenoszeniem tamtejszych miejsc pracy zagranicę. W spocie występuje jeden z byłych pracowników firmy kontrolowanej przez spółkę Bain Company. Mike Earnest opowiada jak musiał wybudować scenę, z której, jak się później okazało, przedstawiciele korporacji ogłosili, że zwalniają pracowników z kontrolowanej przez nią firmy. – Spojrzałem w obie strony, na ten tłum ludzi. Straciliśmy pracę, nie mogliśmy zarabiać. Mitt Romney zarobił 100 mln dolarów na zamknięciu przedsiębiorstwa. Zrujnował nam życie. Tworzenie tej sceny było jak budowa swojej trumny – słyszymy w ponad minutowym wystąpieniu.

Jak czytamy w oświadczeniu PUA, pojawią się także „nowe spoty przedstawiające historię ludzi reprezentujących amerykańską klasę średnią, którzy stracili pracę i zarobek po tym jak Romney i jego firma złamała obietnice i doprowadziła do bankructwa kontrolowane przez swoją spółkę firmy”. Kosztujące ok. 30 mln dolarów 30-sekundowe reklamy będzie można zobaczyć na terenie przede wszystkim stanów, w których niezdecydowani wyborcy stanowią większość: Kolorado, Floryda, Iowa, Ohio, Nevada, Wirginia i Wisconsin. Reklamówek nie zobaczą mieszkańcy Karoliny Północnej. Zdaniem PUA, to obszar, w którym Barack Obama ma coraz mniejsze poparcie.

Przypomnijmy, że tuż po drugiej debacie, sztab Mitta Romneya poszedł za ciosem i wypuścił nowy spot wykorzystujący fragmenty konfrontacji. Tym samym, wydaje się, że także „Restore Our Future” – grupa aktywnie wspierająca Republikanina – nie pozostanie obojętna wobec działań „Priorities USA Action”.

Polityczny bunt córki Clinta Eastwooda

Francesca, piękna córka Clinta Eastwooda, oświadczyła, że nie zagłosuje w wyborach prezydenckich na Mitta Romneya. Jej ojciec pod koniec sierpnia poparł oficjalnie Republikanina w wyścigu wyborczym do Białego Domu. Swoje oświadczenie przypieczętował wtedy pamiętnym performance’em z pustym krzesłem.

Francesca, zapytana o listopadowe wybory w USA, odpowiedziała, że „może zdarzyć się tak, iż odda swój głos na innego człowieka” niż Romney. Jak jednak dodała, podziwia swojego ojca za odwagę w bronieniu własnych poglądów.

Clint Eastwood był jednym z niezapowiedzianych gości na konwencji krajowej Partii Republikańskiej, która odbyła się pod koniec sierpnia w Tampa na Florydzie. Podczas wygłaszania przemowy znany aktor co chwila obracał się w stronę pustego krzesła ustawionego koło pulpitu. Puste krzesło miało symbolizować Baracka Obamę i brak jego zdecydowania do przeprowadzenia reform, które mogłyby wydobyć Stany Zjednoczone z kryzysu gospodarczego.

Eastwood został ostro zrugany w liberalnych mediach za swój performance. Swojej krytycy nie szczędzili także Demokraci, którzy twierdzili, że znany aktor „oszalał” krytykując prezydenta. Znany amerykański krytyk filmowy Roger Ebert wypowiedział ostre słowa: „Clint to mój bohater, ale stał się żałosny. Nie powinien był tego robić, to nie było warte jego osoby”. „Clint po prostu oszalał” – oceniła z kolei aktorka Roseanne Barr. – Nie wiem, co tam się stało. Eastwood udawał, że rozmawia z prezydentem Barackiem Obamą, a potem rzuca przekleństwa pod jego adresem. To najdziwniejsza rzecz, jaką widziałam – mówiła Rachel Maddow, dziennikarka MSNBC.

Sam Obama kilkakrotnie mówił jednak, że nie przejmuje się występem Eastwooda i nadal podziwia jego aktorskie i reżyserskie rzemiosło. – Jeśli tak łatwo miałbym się obrażać o każdy głos krytyki, to chyba powinienem był sobie poszukać innej pracy – tłumaczył amerykański prezydent.

Żałosna wpadka Ryana w kuchni

Paul Ryan zaliczył żenującą wpadkę podczas wizyty w Youngstown w stanie Ohio. Kandydat Republikanów na wiceprezydenta, bez pozwolenia, wziął bowiem udział w pewnym charytatywnym przedsięwzięciu, co stało się powodem do drwin w amerykańskich mediach.

42-letni Ryan udał się do kuchni prowadzonej przez organizację charytatywną St. Vincent De Paul Society, która przygotowuje zupę dla ubogich. Uczynił to jednak bez zezwolenia prezesa tej organizacji. Ryan wykorzystał tę wizytę głównie po to, by przez 15 minut pozować fotoreporterom do zdjęć z naczyniami, które zmywał. I to raczej nieudolnie.

Juanita Sherba, która w tym dniu była akurat szefową zmiany, była zaskoczona niespodziewaną wizytą Ryana. – To była jedna z najdziwniejszych rzeczy w moim życiu. Gdybym wiedziała, że Ryan zamierza tu przyjść, w ogóle bym go nie wpuściła – powiedziała. – On tylko pozował do zdjęć, nie zrobił w kuchni kompletnie nic – podkreśliła dobitnie.

Cała wizyta zakończyła się ogromnym skandalem, a  darczyńcy, którzy mieli wesprzeć kampanię wyborczą Mitta Romneya w tym kluczowym dla niego stanie, wycofali swoje poparcie (oraz pieniądze, które zamierzali przekazać na konto jego sztabu wyborczego). Ryan jest teraz obiektem licznych żartów w amerykańskich programach rozrywkowych.

Żarty na obiedzie u kardynała. „Ja mam żonę”

Barack Obama i Mitt Romney postanowili zrobić sobie przerwę w kampanii wyborczej i pojawili się w Nowym Jorku na obiedzie zorganizowanym przez kardynała. Wystawny posiłek został wydany na cześć gości biorących udział w charytatywnej gali na rzecz dzieci pochodzących z biednych rodzin. Obaj kandydaci do urzędu prezydenta USA wykorzystali szanse na „wyluzowanie się” opowiadając przy okazji  zgromadzonej publiczności kilka żartów.

Jako pierwszy głos zabrał Romney, który postanowił wypowiedzieć się na temat osoby, na której może najbardziej polegać. – Ja mam moją piękną żonę, Ann. Barack ma Billa Clintona –zażartował.

- Ostatnio przekonałem się, że są gorsze rzeczy związane z rocznicą ślubu, niż tylko niepamiętanie o tym, by kupić żonie prezent – powiedział z kolei Obama, przyznając się do porażki w pierwszej debacie prezydenckiej, która wypadła dokładnie w rocznicę jego ożenku z Michelle.

Celem obiadu było zebranie 5 milionów dolarów, które mają zostać przekazane na katolickie organizacje charytatywne. Centralną postacią tego wydarzenia był kard. Timothy Dolan, przewodniczący Amerykańskiej Konferencji Biskupów, który kilkakrotnie starł się z administracja Obamy na tle dostępu do środków antykoncepcyjnych w ramach reformy służby zdrowia. Duchowny otrzymał zresztą wiele listów, w których wierni protestowali przeciwko zaproszeniu Obamy na obiad. Dolan powiedział jednak, że nie interesują go spory partyjne; kardynał pojawił się zresztą z błogosławieństwem na tegorocznych konwencjach partyjnych Republikanów i Demokratów, które odbyły się w sierpniu i we wrześniu.

- Wspaniale wreszcie móc się zrelaksować i choć na chwilę, wraz z żoną, zająć się domem – powiedział Romney do zgromadzonych na gali gości. – A Pan pewnie się zastanawia, jak rozdać ludziom pieniądze – dodał uszczypliwie, patrząc w kierunku Obamy.

- Dziś rano poszedłem na zakupy do sklepów w śródmieściu. Jak rozumiem, gubernator Romney poszedł pewnie kupić kilka z tych sklepów – odciął się w dyplomatyczny  sposób Obama. Prezydent zdradził także, o czym będzie mówił podczas ostatniej debaty poniedziałek, która będzie poświęcona polityce zagranicznej USA. – Uwaga, spoilery – mamy Osamę bin Ladena! – podkreślił, uśmiechając się w stronę Romneya.

Gala galą, a złośliwości złośliwościami, w każdym razie nie wiadomo jeszcze, czy uzbierano wspomniane 5 milionów dolarów.

„3-2-1”. To tutaj trafia najwięcej pieniędzy

Tutaj nawet bogacze mają już dość. Drożyzna, bankructwa, rosnąca bieda. Ostatnio trafia tu jednak sporo pieniędzy, ale zwykli ludzie nawet ich nie zobaczą.  Coraz większą popularność zdobywa antyrządowe hasło „Tak kończą tyrani”.

Ohio, Floryda i Wirginia – te trzy stany zdecydują o wyniku wyborów prezydenckich w USA. Ta „wielka trójka” posiada łącznie aż 60 głosów elektorskich. To właśnie na kampanie wyborcze w tych stanach najwięcej pieniędzy wydają obecnie i Barack Obama, i Mitt Romney.

Ohio, Floryda i Wirginia to także jedne z najstarszych stanów USA, które często były języczkiem u wagi w czasie politycznych walk o Biały Dom. Eksperci podkreślają, że tegoroczny pojedynek rozegra się w północnej części Wirginii. To tutaj znajdują się bogate przedmieścia większych miast, zamieszkiwane przez wielu niezależnych wyborców; z ostatnich sondaży wynika, że skłaniają się oni do głosowania na Romneya, a nie, jak wcześniej, na Obamę. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta – rozczarowała ich polityka finansowa obecnego prezydenta. Bardzo wymowne staje się tu oficjalne motto stanu Wirginia, które brzmi „Tak kończą tyrani”.

- Obecnie mamy nawet 9 stanów, które można zakwalifikować jako swing-states, ale kampania wyborcza toczy się z największym natężeniem właśnie w Ohio, Wirginii i na Florydzie –przyznaje strateg Republikanów Bruce Haynes. Jego zdaniem, jeśli Romney wygra tylko w dwóch stanach z „Wielkiej Trójki” to i tak ma szanse na zwycięstwo. To dobra wiadomość dla Republikanina tym bardziej, że umocnił ostatnio on swoje prowadzenie na Florydzie. Romney nastawia się jednak na zwycięstwo w tych trzech stanach, bo zdaje sobie sprawę, że bez nich trudno będzie mu pokonać Obamę w skali całego kraju.

Karl Rove, strateg pracujący wcześniej dla George’a W. Busha, twierdzi, że Romney zwycięży dzięki strategii „3-2-1”. Plan ten przewiduje, że Romney odbierze Obamie Wirginię, Ohio i Florydę, stany które głosowały wcześniej głównie na kandydatów Partii Republikańskiej.

Obama  nie odpuszcza, bo z sondaży wynika, że dość niespodziewanie przegrywa on w innym kluczowym stanie –Karolinie Północnej. Co więcej, coraz bardziej maleje przewaga Obamy nad Romneyem w Kolorado, Iowa i Nevadzie. Sprzeczne doniesienia dochodzą także ze stanu New Hampshire-część sondaży przewiduje zwycięstwo Demokraty, a część- Republikanina. Najspokojniej jest w Wisconsin, ale i tu przewaga Obamy waha się obecnie w granicach błędu statystycznego.

Czeka nas gorąca wyborcza jesień, tym bardziej, że obydwaj pretendenci do Białego Domu pozyskali kolejne fundusze na wyborcza walkę. Zastrzyk gotówki trafi przede wszystkim do stanów „Wielkiej Trójki”, ale trzeba pamiętać, że zacięta walka o dusze i umysły wyborców będzie toczyć się także w kolejnych sześciu stanach.

Żenujące zachowanie Michelle Obamy w studio TV

Kamery telewizyjne podczas drugiej prezydenckiej zarejestrowały ujęcie, z którego Michelle Obama raczej nie powinna być dumna. Prezydentowa została bowiem przyłapana na oklaskiwaniu odpowiedzi swojego męża, co było złamaniem zasad zachowania w telewizyjnym studio.

Co gorsza, Michelle Obama klaskała, gdy jej małżonkowi zadano trudne pytanie na temat Libii. Wtedy z pomocą prezydentowi przyszła prowadząca debatę dziennikarka Candy Crowley. Gdy Mitt Romney zauważył, że Obama nie nazwał ataku na ambasadę USA w Libii „atakiem terrorystycznym”, Crowley przerwała mu biorąc stronę prezydenta i mówiąc: „Ależ prezydent tak zrobił. Proszę pozwolić mi mówić, że to atak terrorystyczny”. Obama zachęcił następnie dziennikarkę, by powiedziała swoje słowa głośniej, co też niezwłocznie zrobiła. „Prezydent powiedział, że to atak terrorystyczny. Zajęło to dwa tygodnie, co do tego ma pan rację” – podkreśliła. To właśnie po interwencji dziennikarki rozległy się oklaski ze strony Michelle Obamy. Jak jednak później zaznaczyli eksperci, Obama nie użył wtedy słów „atak terrorystyczny”, lecz mówił ogólnie o „aktach terroru”, nie chcąc,  by sprawa Libii negatywnie wpłynęła na przebieg jego kampanii wyborczej.

W internecie rozpętała się burza, której ton nadawali oczywiście przeciwnicy polityczni obecnego prezydenta USA. Zresztą kamera, która zarejestrowała niespodziewane oklaski należała do Fox News, telewizji, która uchodzi za sojusznika Mitta Romneya.

„Ehhh te Pierwsze Damy. Uważają, że skoro ich mąż jest przywódcą świata, to mogą sobie oklaskiwać swoich mężczyzn, kiedy tylko ich serce im tak podpowie. One chyba żyją w innym świecie, pełnym oklasków  i innych owacji.  Niedobrze mi się robi” – napisał jeden z komentatorów,oceniając zaistniałą sytuację.

Komentatorzy zauważają także ironicznie, że aplauz dla  Baracka Obamy w studio pochodził tylko z jednego miejsca – z tego, gdzie siedziała właśnie Michelle. Jej radosny gest był jednak złamaniem ustalonego wcześniej regulaminu, który zabraniał publiczności oklaskiwania odpowiedzi kandydatów na prezydenta podczas debat.

Syn Romneya chciał uderzyć prezydenta Obamę

Tagg Romney, najstarszy z pięciu synów Mitta Romneya, powiedział w środę, że miał ochotę „uderzyć” Baracka Obamę podczas wtorkowej debaty.

Będąc gościem jednej z lokalnych stacji radiowych w Karolinie Północnej, Romney został poproszony o odniesienie się do słów Baracka Obamy, który nazwał swojego politycznego przeciwnika „kłamcą”.

- Chciałem rzucić się na scenę i go uderzyć – powiedział żartobliwie Tagg. – Wiedziałem jednak, że nie mogłem tego zrobić. Po pierwsze dlatego, że między mną a prezydentem byli agenci Secret Service. Po drugie, taka jest natura debat.

Romney dodał, że celem kampanii Obamy jest pokazanie jego ojca w złym świetle. – Tata denerwuje się podczas takich wystąpień. Trwa to jednak tylko kilka minut i zapomina o tym.

W ostatnim czasie najstarszy syn kandydata Partii Republikańskiej częściej pojawia się w mediach, mając niemały wpływ na strategię kampanii ojca.

Te trzy słowa robią zawrotną karierę w internecie

Wtorkowa debata prezydencka pomiędzy Barackiem Obamą a Mittem Romneyem była bardzo ostra i bardzo konkretna. Ale największym zwycięzcą drugiej debaty prezydenckiej nie jest ani Demokrata, ani Republikanin, lecz trzy słowa, które robią prawdziwą furorę w mediach. Są to  “segregatory pełne kobiet”.  Ta zaskakująca  wypowiedź Mitta Romneya stała się sensacją w internecie i w ciągu zaledwie kilku godzin weszła do kanonu obecnej kampanii wyborczej. Jak się jednak okazuje, nie była to wpadka.

Wszystko zaczęło się od pytania zadanego przez jedną z uczestniczek debaty. Młoda kobieta zapytała Romneya, co ten zamierza zrobić, jako prezydent, by walczyć z dyskryminacją płci w miejscu pracy. Republikanin odpowiedział, że w czasach gdy był gubernatorem Massachussetts, przedstawicielki organizacji kobiecych przyniosły mu całe „segregatory pełne kobiet”.

Wypowiedź Romneya szybko trafiła na Twittera, gdzie w ciągu minuty pojawiała się nawet 40 tysięcy razy. Chwilę później powstał fanpejdż na Facebooku oraz witryna internetowa. Jak się okazało, założył ją Bradley Beychok z popierającej Obamę organizację American Bridge. Zaprezentowano na niej informacje na temat polityki Romneya wobec kobiet.

Część z tych informacji to jednak tylko wypowiedzi Republikanina na tematy związane z kobietami, takie jak np. służba zdrowia. Jego przeciwnicy wypunktowali jednak, że Romney, jako gubernator stanu Massachussetts mianował tylko dwie kobiety na stanowiska sędziowskie. Wypada jednak przypomnieć, że Romney w ciągu ostatnich dwóch tygodni, złagodził ton swoich wypowiedzi w  kwestiach społecznych, podkreślając potrzebę utrzymania wypracowanych już rozwiązań np. w sprawie aborcji, zamiast zmieniania obowiązującego prawa w duchu konserwatyzmu.

Czy słowa o „segregatorach pełnych kobiet” była wpadką? Jak się okazuje, niekoniecznie. Według sztabu wyborczego Romneya, słowa te nie były przejęzyczeniem, lecz anegdotą mająca przekonać kobiety do głosowania w wyborach właśnie na niego. Okazało się także, że Republikanin miał wszelkie podstawy ku temu, by te słowa wypowiedzieć.

Kerry Healey, ówczesna zastępczyni Romneya na stanowisku gubernatora, powiedziała, że 10 spośród 20 najważniejszych stanowisk w jego administracji, przypadło właśnie kobietom. Jak podkreśliła, była to jego wyborcza obietnica, która została spełniona. Z kolei z badań przeprowadzonych przez Uniwersytet  Nowego Jorku wynika, że to Massachussetts pod rządami Romneya było stanem,  w którym najważniejsze stanowiska objęła najwyższa liczba kobiet w skali całego kraju. Wygląda więc na to, że to sztab Baracka Obamy zaliczył wpadkę, rozkręcając szyderczą kampanię wokół słów Republikanina.

Szybka reakcja Romneya. Trwa walka na spoty

To nie trwało długo. Jeszcze pobrzmiewają echa wtorkowej debaty, a sztab wyborczy Mitta Romneya już udostępnił nowy spot. „The Choice” („Wybór”) zawiera fragmenty konfrontacji kandydata Partii Republikańskiej z Barackiem Obamą, w których to atakował urzędującego prezydenta.

30-sekundowy spot zaczyna się od stwierdzenia, że „polityka Obamy nie działa”. W dalszej kolejności Romney podkreśla spadek średniej dochodów amerykańskiej rodziny, wskazuje wzrastającą liczbę bezrobotnych oraz że prezydent nie wywiązał się z obietnic dotyczących deficytu i ustawy o ubezpieczeniach zdrowotnych.

Były gubernator stanu Massachusetts podkreślał, że Amerykanie mają wybór, w jakim kierunku Stany Zjednoczone powinny podążać.

- To istota tych wyborów. Kto będzie potrafił dać klasie średniej świetlaną przyszłość , dać naszym dzieciom nadzieję i wlać w nich uzasadniony optymizm, na który zasługują – mówił Romney.

Szokujące zachowanie znanej dziennikarki

Dziennikarka CNN Candy Crowley, moderująca drugą debatę prezydencką pomiędzy Barackiem Oabamą  a  Mittem Romneyem, wzbudziła swoim zachowaniem ostre kontrowersje wśród widzów i komentatorów politycznych.

Crowley w ciągu całej debaty przerywała wypowiedzi Romneya aż 29 razy, podczas gdy wypowiedzi Obamy – tylko 9. Kilkakrotnie obiecała także Republikaninowi możliwość późniejszej odpowiedzi na słowa Obamy, ale tej obietnicy nie dotrzymała. Co więcej, sprawiała także wrażenie osoby wyjątkowo napastliwej wobec Romneya; w pewnej chwili upokorzyła go, każąc mu siadać na krześle, podczas gdy Obamie wędrującemu po studio nie zwróciła takiej uwagi ani razu. Kilkakrotnie zwrócił się także do Republikanina per „Panie Romney”, zamiast nazywać go „gubernatorem”, choć  do Obamy zwracała się cały czas per „Panie prezydencie”. Żądała także bardziej  konkretnych odpowiedzi od Romneya, podczas gdy Obama mógł mówić nieprzerwanie- niemalże dokładnie to samo, co podczas kampanii prezydenckiej, jako kandydat do urzędu prezydenta USA…

Najcięższy zarzut dotyczy fragmentu debaty poświęconego Libii i śmierci ambasadora USA, do której doszło 11 września. Gdy Romney zauważył, że Obama nie nazwał tego wydarzenia atakiem terrorystycznym, Crowley przerwała mu biorąc stronę prezydenta i mówiąc: „Ależ prezydent tak zrobił. Proszę pozwolić mi mówić, ze to atak terrorystyczny”. Obama zachęcił następnie dziennikarkę, by powiedział swoje słowa głośniej, co też niezwłocznie ona zrobiła. „Prezydent powiedział, że to atak terrorystyczny. Zajęło to dwa tygodnie, co do tego ma pan rację” – powiedziała.

Obama nie mówił jednak o „ataku terrorystycznym”, lecz generalnie o „aktach terroru” nie chcąc, by zaniedbania dotyczące bezpieczeństwa ambasady USA w Libii, obciążały jego administrację. Co ciekawe, na kilka godzin przed debatą, sekretarz stanu Hillary Clinton wzięła na siebie całą winę za śmierć ambasadora USA, ale media nie poświęciły jej oświadczeniu zbyt wiele czasu. Interwencja Crowley uratowała więc Obamę i pozbawiał Romneya szansy na wypunktowanie niekompetencji jego administracji dotyczącej bezpieczeństwa  – tym bardziej, że zamach na amerykańską placówkę dyplomatyczną przeprowadzono w rocznicę ataków z 11 września.

Obama miał także więcej czasu na wypowiedzi podczas debaty. Według wyliczeń, „przyznano” mu 44 minuty i 4 sekundy podczas gdy Romneyowi – tylko 40 minut i 50sekund. Z powodu widocznego zaangażowania Crowley po stronie Obamy przez media przetoczyła się fala komentarzy na temat braku obiektywizmu dziennikarki.

Według większości politycznych komentatorów, Obama wygrał debatę z Romneyem. Patrząc jednak na sondaże przeprowadzone wśród widzów, oceniających debatę, widać że Demokrata zdobywa tylko 5-7 proc. przewagi nad Romneyem – czyli nie jest to ogromny triumf Obamy, jak próbują przedstawiać to niektóre amerykańskie media. A samo zachowanie Candy Crowley, która miała „moderować” debatę,  pozostawiają więc za sobą spory niesmak.

  • Przemysław Henzel

    Image and video hosting by TinyPic
    Dziennikarz Onetu, amerykanista. Fan piłki nożnej, hip-hopu i Bon Jovi. Jak film to z udziałem Charlize Theron.
  • Kalendarz

    Czerwiec 2017
    P W Ś C P S N
    « cze    
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    2627282930