Rush Limbaugh kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi wygłosił przepowiednię, która sprawdziła się, gdy ogłoszono ich wyniki. Słynny dziennikarz powiedział wtedy, że jeśli w wyborach zwycięży Barack Obama to Partia Republikańska będzie manewrować tak, by o klęskę Romneya obwiniać konserwatywnych dziennikarzy.

Już w wieczór wyborczy słowa w takim tonie wypowiedział w telewizji NBC Steve Schmidt. W jego ocenie, to „prawicowi ekstremiści wśród dziennikarzy” wiodą Partie Republikańska na manowce. Kilka dni później Joe Scarborough w telewizji MSNBC ocenił, że to konserwatywny dziennikarze „zarabiający miliony dolarów” prezentują wyborcom zniekształcony wizerunek partii. W podobnym tonie wypowiedział się także dziennikarz David Frum twierdząc, że to „konserwatywny przemysł rozrywkowy zgotował Republikanom zagładę” w dniu wyborów. – Zamiast prezentować problemy, które należy rozwiązać, ci ludzie robią sobie ze wszystkiego szopkę – podkreślił.

To dopiero początek konfliktu pomiędzy umiarkowanymi a bardziej prawicowymi dziennikarzami. Kolejnym punktem sporu będzie poszerzenie bazy wyborczej Partii Republikańskiej w związku z kryzysem demograficznym. Podczas gdy liczba konserwatywnych wyborców cały czas spada, rośnie baza wyborcza Partii Demokratycznej, na którą głosują mniejszości etniczne, takie jak np. Latynosi. Eksperci oceniają, że prawicowe media, takie jak telewizja Fox News, czy programy radiowe w rodzaju „Ruch Limbaugh Show”, krytykując np. reformę prawa imigracyjnego, alienują takich wyborców i przyczyniają sie w konsekwencji do kolejnych klęsk Republikanów.