Stany Zjednoczone żyją głośną sprawą rezygnacji Davida Patraeusa ze stanowiska dyrektora CIA. Wojskowy postanowił zrezygnować, po tym jak FBI przypadkiem wpadło na ślady romansu generała z Paulą Broadwell, autorką jego biografii.

Skandal ujrzał światło dzienne kilkanaście godzin po kolejnym wyborze Baracka  Obamy na urząd prezydenta. Petraeus miał za kilka dni złożyć zeznania przed komisją Kongresu w sprawie zamachu na amerykański konsulat w Libii,do którego doszło w rocznicę zamachów 11 września.

Źródła w  Białym Domu podkreślają, że prezydent dowiedział się o wszystkim we czwartek. Gdyby ta historia trafiła na łamy prasy wcześniej, z pewnością nadszarpnęłaby reputację Baracka Obamy, którego administracja doprowadziła prawdopodobnie do zaniedbań, jeśli chodzi o atak na amerykańska placówkę. Dziennikarze zaczynają pytać: Kto, i dlaczego, zdecydował się, na opóźnianie informacji o kulisach skandalu erotycznego z dyrektorem CIA?

Petraeus był wielokrotnie chwalony zarówno przez Demokratów, jak i Republikanów jako jeden z najlepszych amerykańskich dowódców. Złożenie przez niego rezygnacji było ogromnym zaskoczeniem; wojskowy jednak od razu poinformował, że powodem jego decyzji jest pozamałżeński romans z Paulą Broadwell. Dzień później podano, że sprawa już od kilku miesięcy zajmuje się FBI.

Sprawa zamachu w Libii była jednym z najostrzejszych tematów kampanii wyborczej. Obóz Obamy robił wszystko, by sprawa ta nie była poruszana w czasie debat i spotkań z wyborcami. O sprawie zamachu nie informowały również zbyt szeroko amerykańskie media. Ścianę milczenia złamała tylko telewizja Fox News, która opublikował w swoim serwisie internetowym dokumenty świadczące o poważnych zaniedbaniach ze strony administracji Obamy.