Skandal z gen. Davidem Patraeusem nabiera coraz większego tempa. Wojskowy, który zrezygnował pod koniec zeszłego tygodnia z kierowania CIA, wdał się w pozamałżeński romans z Paulą Broadwell. Na trop romansu wpadli przypadkowo agenci FBI badający, do kogo Broadwell wysyłała zawierające groźby e-maile.

Źródła w amerykańskiej armii poinformowały dzisiaj, że kobietą, która otrzymywała groźby, jest Jill Kelley, pracująca jako łącznik w Połączonym Dowództwie Operacji Specjalnych. To właśnie 37-latka z Florydy stała się przyczyną wdrożenia kilkumiesięcznego śledztwa przez FBI; w jego toku odkryto, że gen. Patraeus romansuje z Broadwell, która ostatnio napisała jego biografię.

Jak na razie nie wiadomo, czego dotyczyły groźby zawarte w e-mailach, ani tego, jakie relacje łączyły byłego szefa CIA z Jill Kelley. Nie wiadomo także, dlaczego Broadwell groziła 37-latce.

Skandal ujrzał światło dzienne kilkanaście godzin po kolejnym wyborze Baracka  Obamy na urząd prezydenta. Petraeus miał za kilka dni złożyć zeznania przed komisją Kongresu w sprawie zamachu na amerykański konsulat w Libii, do którego doszło w rocznicę zamachów 11 września.

Sprawa zamachu w Libii była jednym z najostrzejszych tematów kampanii wyborczej. Obóz Obamy robił wszystko, by sprawa ta nie była poruszana w czasie debat i spotkań z wyborcami. O sprawie zamachu nie informowały również zbyt szeroko amerykańskie media. Ścianę milczenia złamała tylko telewizja Fox News, która opublikował w swoim serwisie internetowym dokumenty świadczące o poważnych zaniedbaniach ze strony administracji Obamy.