Ostatnia debata prezydencka pomiędzy Barackiem Obamą a Mittem Romneyem już za nami. Według większości sondaży to starcie wygrał zdecydowanie obecny prezydent. Trudno jednak nie zauważyć, że Obama starał się pominąć niewygodne dla niego fakty, takie jak np. kryzys w relacjach z Pakistanem, jednym z  czołowych sojuszników USA w wojnie z terrorem.

Podczas debaty Obama nie wspominał zbyt dużo o rozszerzeniu frontów wojny z terrorem, co przyniosło kolejne spory z tak ważnym sojusznikiem jak Pakistan. Jest to wynik polityki Obamy, którą ten zapowiedział już cztery lata temu. Doszło do tego w trakcie walki o Biały Dom, którą Demokrata toczył wtedy z Johnem McCainem. Wtedy to Obama oświadczył, że jeśli Amerykanie będą musieli zaatakować terrorystów na terytorium Pakistanu, to uczynią to nawet bez zgody władz w Islamabadzie.

McCain dziwił się w czasie jednej z debat, że Obama otwarcie ogłasza brak poszanowania dla suwerenności terytorium amerykańskiego sojusznika. Obama jednak, jak powiedział, tak zrobił. Od dłuższego czasu kością niezgody pomiędzy Waszyngtonem a Islamabadem są naloty przeprowadzone przez amerykańskie drony startujące z baz w sąsiednim Afganistanie oraz jednostronna akcja komandosów Navy SEALs, którzy w zeszłym roku zlikwidowali Osamę bin Ladena.

Przepowiednia Johna McCaina sprzed czterech sprawdziła się więc w 100 procentach, a jej skutkiem jest najgłębszy od lat kryzys w relacjach USA-Pakistan. Eksperci nieśmiało przypominają, że bez poparcia Islamabadu Amerykanie mogą zapomnieć o zniszczeniu talibów, którzy ostatnio podnieśli wyżej głowy i nasili ataki wzdłuż niebezpiecznego pogranicza. O tym  czasie ostatniej debaty było słychać bardzo mało. Mitt Romney co prawda ostrzegał o tym, że już niedługo pakistański rząd może stracić kontrolę nad krajem, ale, póki co, raczej nikt nie jest przygotowany na taką ewentualność.