Bob Schieffer, dziennikarz, który moderował ostatnią debatę prezydencką, wypadł zdecydowanie lepiej, aniżeli trójka jego poprzedników. Jim Lehrer, Martha Radatz i Candy Crowley, którzy prowadzili trzy pierwsze debaty (dwie debaty prezydenckie i jedną debatę wiceprezydentów) zebrali bowiem ostre cięgi od osób śledzących amerykańskie wybory prezydenckie.

Schieffer, pracujący w telewizji CBS, poradził sobie dobrze, biorąc pod uwagę, że wczorajsza debata na Florydzie była ostatnim pojedynkiem pomiędzy Obamą a Romneyem. 75-latek zachowywał się jak profesjonalista nie przeszkadzając obu kandydatom, dbając o nieprzekraczanie czasu przeznaczonego na ich wypowiedzi i nie skręcając debaty jakąkolwiek stronę ideologiczną. Jest to tym bardziej ważne, że część komentatorów obawiała się, że znany dziennikarz może dać wyraz swoim politycznym sympatiom, z uwagi na znajomości z rodziną George’a W. Busha. Takie obawy okazały się jednak bezpodstawne, a cała debata była bez wątpienia najlepiej prowadzonym wyborczym pojedynkiem  w toku tegorocznej kampanii wyborczej.

A czym na ostrą krytykę opinii publicznej narazili się koledzy Schieffera po fachu? Powodów było sporo, po krótce wypada przypomnieć, że Lehrer i Raddatz nie panowali nad zbyt żywiołowym zachowaniem kandydatów, a Crowley wypaczyła wynik debaty na rzecz Baracka  Obamy. Część komentatorów przypomina, że w czasie pierwszych trzech debat to Barack Obama Joe Biden otrzymali od prowadzących więcej czasu na odpowiedzi, aniżeli Mitt Romney i Paul Ryan.

Schieffer nie był idealny, czasami sprawiał nawet wrażenie, jakby go nie było w studio, bo nie chciał za wszelką cenę wchodzić w słowo swoim gościom. Obama, co prawda, uzyskał 35 sekund więcej czasu na swoje wypowiedzi, ale, pomimo to, poruszono wszystkie zapowiedziane tematy. Zdecydowana większość ekspertów nie ma żadnych wątpliwości – Bob, to był kawał dobrej roboty.