Dziś wieczorem odbędzie się ostatnia debata prezydencka, której tematem będzie polityka zagraniczna. To może być, dosyć nieoczekiwanie, jeden z najmocniejszych wyborczych pojedynków pomiędzy Barackiem Obamą i Mittem Romneyem. I byłoby dobrze gdyby tym razem można było skoncentrować się jedynie na Demokracie i Republikaninie, a nie na osobie prowadzącej to wyborcze starcie, jako że dziennikarze moderujący poprzednie debaty zaliczyli serię wpadek.

Moderatorem pierwszej debaty był Jim Lehrer z telewizji PBS. Nie potrafił on jednak zapanować nad Obamą i Romneyem, którzy cały czas, wchodząc sobie w słowo, przeszkadzali sobie w wypowiedziach, a w niektórych momentach właściwie ignorowali gospodarza debaty. Dziennikarz później tłumaczył się, że nie był zbyt pasywny, ale starał się „czynnie moderować” toczącą się debatę. – Moim zadaniem nie było kontrolowanie wypowiedzi kandydatów. Prowadziłem tę debatę aktywnie – mówił później Lehrer, ale media wydały już swój wyrok, orzekając, że to właśnie on jest prawdziwym przegranym debaty, a nie Obama czy Romney.

Podczas debaty wiceprezydentów z udziałem Joe Bidena i Paula Ryana było tylko trochę lepiej. Moderująca tę debatę Martha Raddatz z telewizji ABC nie dawała sobie co prawda wchodzić w paradę tak jak Lehrer, ale to właśnie na nią spadła część krytyki za zachowanie obecnego wiceprezydenta USA. Biden bowiem bardzo często przeszkadzał Ryanaowi, krztusił się ze śmiechu i ironicznie się uśmiechał podczas wypowiedzi Republikanina. Widzowie o republikańskich sympatiach twierdzili, że Raddatz powinna była wymóc na wiceprezydencie bardziej poważne zachowanie. Dziennikarkę krytykowano jednak także za to, że zadając bardziej szczegółowe pytania bardziej naciskała na Ryana, niż na Bidena.

Najgorzej było jednak podczas drugiej debaty prezydentów, która odbyła się 16 października. Prowadzącej  ją dziennikarce Candy Crowley z CNN zarzucono bowiem brak bezstronności i pomaganie prezydentowi Obamie, zwłaszcza przy pytaniu dotyczącym zamachu na amerykańską ambasadę w Libii. Co więcej, Crowley przeszkadzała Romneyowi w niektórych odpowiedziach na zadane pytania, a w ogólnym rozrachunku wyszło, że więcej czasu na odpowiedzi miał Obama (44 min 4 sekundy) niż Republikanin (40 min 50 sekund).

Pochodną niskiej oceny pracy dziennikarzy moderujących debaty stało się już na masową skalę zjawisko fact-checkingu, czyli dokładnego sprawdzania przez innych dziennikarzy tego, który z kandydatów mijał się z prawdą w swoich odpowiedziach. Tak czy inaczej, ostre wypowiedzi w mediach na temat prowadzących debat dziennikarzy, stały się trwałym elementem tegorocznej kampanii wyborczej. Czy prowadzącemu ostatnią debatę prezydencką Bobowi Schiefferowi uda się zatrzeć złe wrażenie, jakie pozostało po pracy jego kolegów po fachu?  O tym przekonamy się już dziś wieczór.