Barack Obama i Joe Biden zaatakowali Mitta Romneya, zarzucając mu, że w ostatnim czasie bardzo często zmienia poglądy. – Romney najwyraźniej cierpi na „Romnezję” – oświadczył prezydent USA. Kilka godzin później ten sam zarzut potwierdził amerykański wiceprezydent.

Obama powiedział, że Romney zmienia zdanie wtedy, gdy mu się to politycznie opłaca. Republikanin w ostatnim czasie złagodził ton swoich wypowiedzi w kwestiach społecznych, a zwłaszcza w sprawie aborcji. Kilka miesięcy temu Romney, starając się pozyskać głosy konserwatywnego skrzydła Partii Republikańskiej, wygłaszał kategoryczne stwierdzenia np. na temat środków antykoncepcyjnych, po to, by nie podejrzewano go o zbytni liberalizm. Zaczęło się to jednak zmieniać w okolicach pierwszej debaty prezydenckiej na początku października, gdzie Romney, za rada zony i syna, zaprezentował się jako ludzki kandydat, rozumiejący problemy przeciętnego Amerykanina. To właśnie do tego momentu zaczął on doganiać, a nawet przeganiać, w sondażach Baracka Obamę. Prezydent USA postanowił jednak przypomnieć, że poglądy jego konkurenta zmieniły się w porównaniu początkiem kampanii wyborczej.

- Prezydent znalazł nowe określenie dla osób, które mają zdolność szybkiej zmiany poglądów. To „Romnezja” – powiedział z kolei Biden podczas wiecu wyborczego na Florydzie. – Mam nadzieję, ze wy jednak nie zapadniecie na „Romnezję” – dodał, zwracając się do obecnych na wiecu ludzi.

Biden ostrzegł także Amerykanów przed ową „chorobą”. – Uważajcie, bo „Romnezja” jest zaraźliwa. Paul Ryan, budżetowy jastrząb, facet, który próbuje przepchnąć swój plan przez Izbę Reprezentantów, nawet tego nie pamięta – podkreślił wiceprezydent, przypominając, jak Ryan zmienił ton wypowiedzi na temat budżetowych oszczędności.

Termin „Romnezja”, który robi już karierę w amerykańskich mediach, stanie się z pewnością stałym elementem politycznego języka w Stanach Zjednoczonych. .