Mitt Romney przedstawił wczoraj swój plan dotyczący polityki zagranicznej, który zamierza zrealizować jeśli zostanie prezydentem USA. Pomimo ogólnych deklaracji, brak w nim jakichkolwiek szczegółów dotyczących sposobów osiągnięcia przedstawionych w nim celów. W cieniu planu pozostała jednak kontrowersyjna wypowiedź Republikanina na temat Hiszpanii, wygłoszona dzień wcześniej. Słowa Romneya, zdaniem jego przeciwników, to kontynuacja serii jego wpadek, jakie popełnił podczas wizyty złożonej w lipcu w Wielkiej Brytanii, Izraelu i Polsce.
Romney, krytykując politykę gospodarczą Baracka Obamy, podał przykład Hiszpanii, zmagającej się z potwornym kryzysem finansowym i wynoszącymi aż 25 proc. bezrobociem. – Nie chcę, by USA podążały śladem Hiszpanii, chcę, by Amerykanie mogli pracować – powiedział podczas jednego z przemówień. Jego krytycy wskazali natychmiast, że ta nieostrożna wypowiedź może doprowadzić do odwrócenia się Hiszpanii od Stanów Zjednoczonych. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że obydwa kraje łączą ścisłe stosunki wojskowe w ramach NATO , a Madryt wysłał do Afganistanu 1500 żołnierzy.

- To ignorowanie rzeczywistości – odpowiedział wicepremier Soraya Saenz de Santamaria. – To bardzo smutne, że nasz kraj przedstawiany jest jako przykład porażki, choć prawda wygląda trochę inaczej –skomentował z kolei wiceszef MSZ Jose Manuel Garcia.
Obama z pewnością skorzysta z okazji, by słowa Romneya uznać za wpadkę i wytknąć mu amatorszczyznę w zakresie polityki zagranicznej, tym bardziej, że Republikanin wypowiada się bardzo ostro na temat takich krajów jak Rosja czyi Iran, a także krytykuje proces pokojowy na Bliskim Wschodzie. Republikanin nie zwrócił także uwagi na to, że Hiszpania jest cennym sojusznikiem na polu wojskowym –ostatnio hiszpańska Marynarka Wojenna i siły lotnicze wzięły udział w akcji przeciwko Muammarowi Kaddafiemu w Libii.
Kilka słów wypowiedzianych przez Romneya na temat hiszpańskiej gospodarki doprowadziło już do spięcia na linii Waszyngton-Madryt. Barack Obama z pewnością użyje tej broni podczas ostatniej debaty prezydenckiej na temat polityki zagranicznej. Niewykluczone jednak, że Republikanin wycofa się ze swoich słów. Tak było przecież chociażby w przypadku kontrowersyjnych słów o „47 procentach Amerykanów uznających siebie za ofiary i uzależnionych od pomocy władz federalnych”. Wszystko zależy oczywiście od sondaży, a te dla Romneya nigdy jeszcze nie były tak dobre, jak obecnie.