Amerykanie cały czas żyją pierwszą debatą prezydencką, w której Mitt Romney dość niespodziewanie pokonał Baracka Obamę. Dziennikarze postanowili jednak ostatnio wyciągnąć na wierzch wypowiedź Republikanina na temat mediów, która nieco ich zaniepokoiła…

Wszystko zaczęło się od tyrady Romneya przeciwko polityce gospodarczej Baracka Obamy. Republikanin skrytykował w ostrych słowach rosnące zadłużenie Stanów Zjednoczonych i obiecał, że jako prezydent, wprowadzi poważne zmiany tym zakresie, obcinając wydatki rządu federalnego.

 

Romney, jako przykład, wymienił nadającą od 1970 roku telewizję PBS, czyli Public Broadcasting Service- sieć 354 stacji telewizji publicznej. PBS, która ma siedzibę w Wirginii, to organizacja non-profit, która nadaje programy informacyjne i programy dla dzieci, takie jak np. słynna „Ulica Sezamkowa”.

 

– Przestanę subsydiować telewizję PBS. Lubię PBS. Lubię Wielkiego Ptaka z „Ulicy Sezamkowej”. Ale nie będę wydawał pieniędzy, tylko po to, by pożyczać ich jeszcze więcej od Chin! – oświadczył dość niespodziewanie Romney.  Warto podkreślić, że moderatorem pierwszej debaty był Jim Lehrer, który prowadzi program „NewsHour” właśnie w PBS. Nie był on mniej zaskoczony wypowiedzią Romneya, aniżeli oglądająca debatę publiczność.

 

„Ulica Sezamkowa” to kultowy program telewizyjny, dystrybuowany od 43 lat przez PBS. Jeśli stacja telewizyjna miałaby kłopoty finansowe, oznaczałoby to automatyczny koniec także dla „Ulicy Sezamkowej”. – To dla mnie wprost niewyobrażalne. Jesteśmy największą szkołą w Ameryce, która daje lekcje dzieciom w każdym zakątku naszego kraju – skomentowała słowa Romneya dyrektorka PBS Paula Kerger. – Jestem ogromnie rozczarowana, zważywszy na wartości, jakie przekazujemy w naszych programach telewizyjnych – dodała.

Krytycy Republikanina podkreślają, że nie zauważył on chyba, że telewizja PBS była nominowana aż 58 razy do prestiżowej nagrody Emmy i cieszy się największym zaufaniem spośród instytucji publicznych. Zwolennikom Romneya pozostaje tylko mieć nadzieję, że burza w mediach, którą wywołał swoją nierozważną wypowiedzią, ucichnie w miarę szybko.